Sam na sam w tłumie/Sam na sam w ciszy

Nigdy nie jest za późno na odkrywanie siebie poprzez sztukę. Mam tu na myśli np. studiowanie sztuki. A jak studia, to wiadomo zadania. Oto jedno z nich: Sam na sam w tłumie/Sam na sam w ciszy. Postanowiłam zrealizować moje doświadczenie w miejscu z historią, znanym, odwiedzanym przez tłumy turystów. Od dawna miałam w planie odwiedzenie ateńskiego Akropolu.

W konspekcie napisałam tak: Chcę doświadczyć Akropolu w tłumie (o co nie będzie trudno, w południe), natomiast późnym wieczorem lub nocą, mam nadzieję, że będzie to miejsce bez tłumu. Co zrobię? Po prostu będę tam, będę obserwować odgłosy, ludzi, patrzeć, odbierać to miejsce zmysłami w tych dwóch różnych porach dnia. Moim zapisem z doświadczania będą zdjęcia i/lub krótki film oraz skojarzenia, które być może zainspirują mnie do napisania krótkiego eseju. Jak długo planuję doświadczenie? Dwie-trzy godziny/każda obserwacja. Kiedy to zrobię? W najbliższy długi weekend majowy.

Zaplanowałam i zrealizowałam. Oto moja relacja:

Wejście na Akropol w godzinach południowych. Oczekiwanie w kolejce do kasy biletowej nie było długie i męczące. Byliśmy chyba nielicznymi tego południa tzw. indywidualnymi turystami. Miałam nawet obawy czy zobaczę na Akropolu tłum. Jednak już przed wejściem do Teatru Dionizosa zewsząd zaczęły pojawiać się wycieczki i ich przewodnicy. Odetchnęłam. Jest tłum. Pierwszy raz naprawdę ucieszył mnie widok dużej grupy ludzi i wtopiłam się w ten mój tłum. Jak było, kiedy tak szliśmy? Ogólnie było bardzo głośno i jak na wieży Babel. Słyszałam zlewające się ze sobą wypowiedzi w wielu językach. Byli tam Włosi, Niemcy, Anglicy, Turcy, Rosjanie, Polacy i pewnie wielu innych przedstawicieli różnych krajów. Wszyscy nieomal biegli, jakby się bali, że może tam, a górze zabraknie dla nich miejsca. Niektórzy przewodnicy na chwilę zwoływali swoje grupki, które przystawały i z większym lub mniejszym zainteresowaniem słuchały opowiadań o historii Akropolu. Nic mi nie dało chwilowe zboczenie ze ścieżki, żeby zrobić parę zdjęć. Za chwilę ponownie byłam w tłumie, innym, a w sumie w tym samym.

Prawdziwym wyzwaniem dla nas, tłumu, stało się przejście przez Propyleje. Wcale nie było tak łatwo przejść w tłumie po wydeptanych do połysku schodach, jak lodowa tafla. Z uwagą i dużą ostrożnością, z wpatrywaniem się, czy oby na kogoś nie nadepnę, albo czy mnie ktoś nie przewróci, czy mam aparat, czy mam zapięty plecak, w końcu dotarłam na górę. Pomyślałam sobie, pewnie już tak jest od tysiącleci, że przychodzi tu tłum. Hmmm, ciekawe. Kiedyś do miejscu kultu, dzisiaj z ciekawości? Po wejściu na wzgórze, tłum wprawdzie rozbiegł się. Jednak i tak dawał o sobie znać.  Pilnujący Akropolu pracownicy nie nudzą się. Co rusz było słychać gwizdki i okrzyki, bo a to ktoś wchodził poza wyznaczoną taśmę, ktoś inny siadał lub stawał na porozrzucanych po placu marmurach lub na murku na tarasie widokowym. Nie mniejszą werwą wykazali się przewodnicy, którzy głośno pouczali swoje grupki, żeby ich słuchano.

Prawdziwym szaleństwem było robienie zdjęć. Prym wiodły zdjęcia w podskokach: skaczą całe grupy i fotograf stara się zatrzymać ich ruch w powietrzu. Wszyscy, robili tutaj setki zdjęć: selfie, pozowane. Pomysłów mojemu tłumowi i energii nie brakowało.

A jak z doświadczaniem miejsca, jego historii, kontemplacją? Nie powiem, że nie można. Aczkolwiek jest to wyzwanie. Usiadłam na kamieniu w cieniu drzewa i rysowałam. Udało mi się wyłączyć, chociaż raz po raz ktoś mi zaglądał przez ramię. Parę metrów dalej ktoś krzyczał, bo ktoś inny się zgubił ….

Sam na sam w tłumie. Czy się da? Chyba mi się udało. Czy udało mi się doświadczyć miejsca? Wówczas wydawało mi się, że tak. Jednak nie była to prawda.

Na powtórne odwiedzenie Akropolu wybrałam się nazajutrz po godzinie 18:00 (ostanie wejście jest możliwe o 19:30, o 20:00 należy Akropol opuścić).

Jak było tym razem?

Na drodze, którą wcześniej przemierzałam w tłumie nie było nikogo. Mogłam przystawać, robić dowoli zdjęcia, nikt nie wchodził mi w kadr. Zauważałam kamienie, roślinność. Przemierzając drogę z wieloma zakrętami, sama, wieczorem, czułam się trochę niekomfortowo. Dużą ulgą było dla mnie zobaczenie jeszcze jednej fotografującej dziewczyny.

Przez Propyleje wchodziłam bez pośpiechu. Przystawałam na schodach, fotografowałam kolumny. Mogłam prawdziwie podziwiać to miejsce odkrywać ślady historii. Skłamałabym, gdybym napisała, że na górze nie było nikogo. Owszem byli turyści, jednak nieliczni i tacy zapatrzeni. Panowała cisza. Nawet zwróciłam uwagę na to, że mówiono do siebie szeptem. Nie wiem czy wieczorna aura miejsca pełnego historii miała na to taki wpływ.  Przypominałam sobie wiadomości z historii sztuki, w spokoju czytałam tablice i odkryłam to, co wcześniej mi umknęło, np. szczegóły fasady Erechtejonu.

Widok na miasto wydawał mi się piękniejszy, a w tle widać było morze. Było magicznie.

Sam na sam w tłumie/Sam na sam w ciszy. To dwie naturalne potrzeby człowieka. Czy któraś jest ważniejsza, pełniejsza, mądrzejsza? Według mnie nie. Wręcz przeciwnie. Te dążenia uzupełniają się, dla równowagi.

akr_5

akr_4

akr_9

akr_8

akr_10

akr_14

akr_11

akr_13

akr_7

akr_15

akr_12

akr_17

akr_20

akr_37

akr_48

akr_24

akr_2

akr_1

akr_36

akr_41

akr_45

akr_42

akr_32

akr_31

akr_33

akr_34

akr_39

akr_38

akr_18

akr_30

akr_29

akr_25

akr_27

akr_28

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s